piątek, 27 maja 2016

Zawieszenie Shelter Pack

 Nie wiem, po co to dalej ciągnąć i przedłużać. Naprawdę nie wiem.
Nie będę się rozpisywać, bo nie ma po co. 
I tak nikt już tu nie wchodzi.
Może jeszcze kiedyś się spotkamy, może na innym blogu, może nie spotkamy się wcale.
Przez jakiś czas myślałam, że Shelter Pack ma zapewnioną przyszłość. Była, jest i będzie pierwszą schroniskową sforą.
Ale na dzień dzisiejszy - jest też zawieszoną pierwszą schroniskową sforą.
Mówi się czasem, że koniec jest początkiem. Może tak jest, może i nie. Ale na razie nie mam sfory, i nie będę tu reklamować żadnego innego bloga, bo to najgorsze, co można zrobić w ostatnim poście.
Życzę wam szczęścia w życiu i spotkania się kiedyś.
Żegnajcie, schroniskowe psy.
~Wasza Alfa, Never Say Never, Keenan, Amaro i Shelby.

PS. Nie będę pisać posta o odejściu Dakoty, bo i tak nikt go nie zobaczy, i tak nie ma sensu tego publikować.

czwartek, 19 maja 2016

Od Arth'a cd. Kate

Postanowiłem się nie wtrącać. To jej życie, a nie moje. Co mnie obchodzą smutki jakiejś tam Kate? Problem? Niech sobie sama radzi. Niech nie myśli, że wywołała we mnie współczucie. Z resztą... Gdyby chciała mi o czymś opowiedzieć, to by to zrobiła bez tłumaczenia, że to nic.
- Rozumiem. Twoja sprawa, a nie moja - mruknąłem tylko pod nosem.
Znów ziewnąłem. Kate uczyniła podobnie.
- Ech... Podobno zlewanie jest zaraźliwe - rzuciłem od niechcenia.

Kate?

niedziela, 15 maja 2016

Od Above All cd. Kimm'a

- Przypadek, chęć do rozmowy... Jak nie chcesz, mogę się zabierać. - gwałtownie wstałam.
- Tego nie powiedziałem... - parsknął.
Z uśmiechem usiadłam z powrotem.
- Dobra, rozumiem.
- To się cieszę. A propos, skąd ty jesteś? - zlustrował mnie wzrokiem.
- Ehm... Powiedzmy, iż z Gdańska. Z obrzeży Gdańska. A You?

<Kimm? Wiem chyba o czymś, o czym wiedzieć nie powinnam^^>

Od Above All cd. Driftera

- Mniej więcej tak. Zdążę się douczyć. Wyjdzie w praniu, czego nie umiem. - parsknęłam śmiechem. Rolę Alfy słusznie dostał ten, a nie inny pies. Nadawał się do tej roli. Nagle jednak przyszła mi do głowy nowa, nieprzyjemna myśl.
- A wracając do adopcji... jeśli zaadoptuje mnie ktoś z daleka, i weźmie ze sobą, to co mam robić?

<Drifter?>

czwartek, 12 maja 2016

Od Never cd. Driftera

Spuściłam głowę, by Dri nie zauważył łez w moich oczach. Najwyraźniej nie musiał zobaczyć. Gdy podniosłam głowę, spojrzał na mnie pytająco. No tak. Shelby nie było.
- Maja... Zabrała ją. Nie umiała zachować się przy szczeniakach. Chciałam ją zniechęcić, ale... Rodzice pozwolili jej zostawić Shy. - potrząsnęłam głową.
- Och, Nev, nie martw się. Co jak co, ale Shelby sobie poradzi. - uśmiechnął się lekko. Widziałam jednak, że nie był przekonany. - Spośród trójki ona poradzi sobie najlepiej.
- Mam taką nadzieję. Wierzę w nią. - szepnęłam i przypomniałam sobie coś. - Zaraz, jak się tu dostałeś?
<Drifter?
PS. Tak, wiem (chyba xdd)>

Od Driftera cd. Never

Byłem zaskoczony. W tym dobrym sensie.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę…- liznąłem ją po pyszczku.
Te dwa dni przeczekałem z nią. Gdy Never się zbliżała do porodu, zabrali ją do weterynarza. Mnie też wzięli, ale musiałem poczekać na korytarzu. Potem pozwolili wejść. Były urocze. Trzy, małe brzdące, w tym dwa białe i jeden rudy. Będzie ciekawie. Jednak potem moi właściciele zabrali mnie do siebie, a Never wzięli jej do domu. Codziennie wieczorami mnie przywozili, żebym mógł zobaczyć ją i maluchy, jednak pewnego dnia mnie nie zawieźli. Myślałem że to przez to, że nie mogą lub coś im wypadało. Zacząłem się martwić, że to może być coś poważniejszego. Gdy odwiedziłem jak co noc schronisko, wśród klatek zobaczyłem… Never? Chwila, ale co ona tu robi? Zdziwiony i nieco skołowany podszedłem bliżej.
- N-Never…? Ale… Co ty tu robisz?- spytałem, próbując ukryć swoje zdziwienie.
- Nie mogłam jej pozwolić, tamtej dziewczynce, żeby tam maltretowała nasze dzieci. Zaczęłam warczeć, a czasami lekko ją ugryzłam, gdy tylko się zbliżyła. Oddali mnie więc tutaj… Ale… W sumie tak będzie lepiej. Nadal będę tutaj, a ty będziesz mógł zostać razem ze swoimi właścicielami- wyjaśniła.
Westchnąłem cicho. Nie rozumiałem, jak jej byli właściciele mogli do tego dopuścić. Otworzyłem klatkę i położyłem się obok niej i szczeniaków.

<Never?>
PS. NIE ZDRADZAM CIĘ PULPECIE

wtorek, 10 maja 2016

Potomstwo Never i Driftera!

Never rodzi! Oto dzieci jej i Driftera:

~~Amaro~~
"Moje życie? Moja sprawa! Jest ryzyko, jest zabawa!"

Imię: Amaro. Jego imię pochodzi od mitycznego skrzydlatego węża o imieniu Amaru. Wprawdzie jego rodzicom nie chodziło o to, by imię było związane z wężem, jednak samemu Amaro przypadło to do gustu.
Pseudonim: Ams. Przez niektórych przezywany Amor lub Amorek - czego nie znosi, Amaru - to nawet lubi, Diabełek bądź Zło Wcielone czy Diabeł Wcielony - toleruje. Najbardziej przepada za mówieniem mu Amaru, Diabełek (tylko przez rodziców), Zło Wcielone lub po prostu po imieniu.
Płeć: Pies.
Wiek: 6 miesięcy
Charakter: Amaro to pies impulsywny, nieprzewidywalny i wybuchowy. Jest zmienny, pomysłowy, nierozsądny i humorzasty. Ma poczucie humoru, swe porażki obraca w żart. Ams jest jak bomba: nigdy nie wiesz, co zrobi. A on to ma pomysły... Szybki i zwinny, sprytny, nieopanowany i tajemniczy. Amaro jest żywiołowy, waleczny, niezależny i wojowniczy. Uparty bardziej niż osioł, nie lubi przegrywać. A jeśli przegrywa - robi to z honorem. Ams kocha się bawić, walczyć i pływać. To podstępny realista, który zna swoje granice. Nigdy się nie poddaje i zawsze stawia na swoim. Niezależnie od tego, czy ma rację, czy nie. Jest wredny, bezczelny, egoistyczny i przebiegły. Bywa arogancki, a w stosunku do innych psów (które uważa za lepsze od siebie) agresywny. Bezlitosny, nieufny, i mimo wszystko - romantyczny i lojalny. Wierny, dla bliskich jest gotów poświęcić życie - chociaż po nim tego nie widać, zresztą sam Amaro tego nie pokazuje. Idealnie maskuje swoje emocje, chociaż rzadko to robi. Mogło by się wydawać, że tak nie jest, ale Ams jest szczery do potęgi entej. Poza tym, Zło Wcielone jest stanowczy i zdecydowany. Dumny, niecierpliwy, ma dar przekonywania. Potrafi mistrzowsko udawać skruchę, a potem znów broić... Dzięki swojemu wyglądowi wiele rzeczy jest mu wybaczanych,
Rasa: Mieszaniec. Dokładnie trzeh ras. Co dziwne, Ams nie przypomina żadnej z tych ras.
Rodzina: Matka - Never Say Never - szanuje ją i uznaje jej przewagę nad nim, chociaż niechętnie, często się jej sprzeciwia. Ojciec - Drifter - wzór dla Amaro, jednak czasem się z nim kłóci... Brat Dipper - przezywa go Aniołek, bywa dla niego pobłażliwy - jednak mimo wszystko Ams kocha Dippera. Dipper i Amaro? To totalne przeciwieństwa, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają.... Z kolei jego młodsza siostra Shelby to połączenie Amaro i Dippera. Ams troszczy się o nią tak, jak Ams... Jednak kocha ją bardzo i nie pozwala jej skrzywdzić.
Głos: Igor Herbut (LemON)
Dorosłe zdjęcie: klik
Autor: amazonka126 (hw), magia13 (d-g)



~~Dipper~~
"Ci, których raz pokochaliśmy, zostają z nami na zawsze."

Imię: Dipper
Pseudonim: Dipp
Płeć: Pies
Wiek: 6 miesięcy
Charakter: Jak na szczeniaka, który jest pełen energii, Dipper to wręcz oaza spokoju. Stara się podejmować słuszne decyzje. Nie sprawia większych problemów wychowawczych, by zadowolić rodziców. Chętnie pomaga, w miarę swoich możliwości. W stosunku do obcych zachowuje dystans. Jak na szczeniaka przystało, ciekawość i odwaga są jego nieodłączną częścią. Bywa uparty jak osioł. Szybko i chętnie uczy się nowych rzeczy. Jeśli coś robi, stara się to zrobić do końca. Rzadko kiedy poddaje. Lubi, gdy wszystko jest poukładane i na swoim miejscu. Zazwyczaj spokojny, wybucha, kiedy ktoś go mocno zdenerwuje. Można by rzec, ułożony “od a do z”. Cierpliwy, trudno wyprowadzić go z równowagi. Co do zaufania, można mu zaufać, zaś trudniej zdobyć jego. Cechy, które odziedziczył po matce, do dążenie do celu mimo wszystko. Żartuje tylko wtedy, kiedy uzna, że można. Wrażliwy na krzywdę innych. Zawsze staje w obronie słabszych. Ma dar wybaczania. Da komuś drugą szansę, jeśli ten wyrazi skruchę i poprawę po dokonanym, złym, czynie. Jednak pod tą poważną warstwą kryje się towarzyski pies z głową pełną pomysłów. Dla tych, którzy go dobrze nie znają, jest poważny i obojętny. Dla bliskich, miły i przyjazny pies, który potrafi się uśmiechnąć i zabawić.
Rasa: Mieszaniec Owczarka Szwajcarskiego i kundla, z lekką przewagą Owczarka
Rodzina: rodzice Never i Drifter, brat Ams, siostra Shelby
Głos: James Bay
Dorosłe zdjęcie: klik
Autor: Misza213



~~Shelby~~
''Nie umrzesz za mnie. Więc nie mów mi, jak mam żyć!"

Imię: Przez rodziców obdarzona wdzięcznym imieniem Shelby, jednak niewdzięczna nikomu się tak nie przedstawia. Używa swego skróconego imienia - Shy.
Pseudonim: Shy.
Płeć: Suczka
Wiek: 6 miesięcy
Charakter: Shelby? Połączenie zła z dobrem. Niezależna, skryta, nieufna, pewna siebie ryzykantka. Waleczna, wybuchowa, lojalna, szczera, sprytna, cierpliwa. Nigdy się nie poddaje i zawsze stawia na swoim. Uparta do przesady, łatwo nie ustępuje. Asertywna, bywa wredna. Bezczelna, podstępna i humorzasta. Nigdy jednak nie odmówi pomocy. Ma wrażliwe serce, ale nigdy nie płacze. Nie kryje swoich emocji. Żywiołowa, ma dużo energii, jednak stara się ją poskramiać.
Rasa: Mieszaniec trzech ras. Z przewagą białego owczarka szwajcarskiego.
Rodzina: Rodzice o imionach Never i Drifter - alfy Shelter Pack. Bracia - swoje przeciwieństwa, podczas gdy shy jest połączeniem ich dwóch - to Amaro i Dipper. Shelby urodziła się dokładnie 2 godziny po swoich braciach, więc może dlatego...
Głos: Dove Cameron
Dorosłe zdjęcie: Kiedyś tam będzie dorosła, wtedy zobaczysz, jak wygląda.
Autor: amazonka126 (hw) magia13 (doggi)

Od Electra cd. Holly

-Może lepiej jak wrócisz do schroniska?-powiedziałem i zrobiłem krok do tyłu. Robi się trochę dziwnie, mogę ją przecież dostawić i mieć gdzieś co się z nią dzieje. Chociaż..ona wie za dużo, ale jak zapomniała to.. eh..nie zapomina się rzeczy powiedzianych niedawno Electro..Może jej się przynajmniej przedstawię, znam jej imię..ona nie za mego.
-Po co mam tam wracać?-moje rozmyślanie przerwał głos, który już rozpoznaje.
-Ja tam wracam od roku, wychodzę nocą..i idę..tam...-mruknąłem pod nosem, już walę to, niech zna prawdę.
-Gdzie tam?-nacisnęła chcąc znać szczegóły. Przełknąłem nerwowo ślinę i niemal niesłyszalnie dałem jej pełną odpowiedzieć, zupełnie pełną.
-Sfora, Shelter Pack..niedaleko od tego miejsca.-powiedziałem i poczułem ulgę, że nie musiałem tego w sobie dusić.
-Electro...-dodałem po chwili.

Holly? (no wiem, że krótkie ale nie wiedziałam co pisać xd)

sobota, 7 maja 2016

Od Holly cd. Electra

Jakby nie zauważył, w koło tej szarej budy są te tereny i nie ma najmniejszego sensu mówić nieprawdy. Kolejne kłamstwo. Zakłamana, okłamana naiwna dusza. Na szczęście dzięki ,,pomocnym" łapą nauczyłam się nie wierzyć w jakieś brednie i dążyć do wyznania prawdy. Eh, manipulacja zawsze dobra.
- To jakaś wielka tajemnica? - cóż, już złymi manierami zaszedł mi za skórę i kłamstwem. Nie, żebym dążyła do jakiejś większej znajomości.
Rozejrzałam się po klatkach, w których było wiele psów. Tak, wydostaliśmy się z klatki. Ale nie ze schroniska. Przeniosłam wzrok na psa, ale nie na jego oczy.
- Nie, ale raczej nie potrzebna ci do szczęścia - fuknął trochę chłodno, odkrywając się za moją wypowiedź odpowiadającą na ,,Jak ci na imię?"
Chwilę stałam jak wryta, nie pozwalając, aby zauważył we mnie nutę emocji. Chwilę staliśmy tak milcząc - on z przodu, odwrócony łbem w moją stronę, a ja lustrując cały jego wygląd.
- Holly - mruknęłam w końcu. Cóż, spodziewałam się, że od początku tej dziwnej znajomości - bo się chyba znamy, będzie chciał wiedzieć tylko to.
Mieszaniec odwrócił się, po czym zaczął iść w stronę wejściowych potężnych drzwi, przez których niedawno próg przechodziłam. Zauważyłam kątem oka, jak udaje mu się otworzyć je. Niestety nie dostrzegłam dokładnie, jak. Po tym nawet nie rzucając mi wzroku, sprytnie wyniósł się z budynku. Z bezmyślnością pozwoliłam sobie iść za nim.
- Ty tak na serio? Nie mam ochoty się wykłócać - odrzekł, jakby próbując mnie wystraszyć.
Uh. No tak. Ileż to miałam przypadków gdy nie zdając sobie sprawy z moich czynów, chodziłam za kimś? Westchnęłam w duchu, znowu przeklinając na siebie. Zauważyłam jak pies oddala się w cień. Nie no, jak ja kocham śledzić innych. Mimo swoich niegodnych planów odeszłam w inną stronę, jednak do tego samego ciemnego i gęstego lasu. Parę minut przechodziłam,z myślą, że się zgubiłam. No tak, miałam rację. Położyłem się w krzakach, zasłaniając stertą liści. Przed moimi oczyma przeszła smuga, z sylwetki mi już znana. Wstałam bezszelestnie i powoli.
- Dość szybko wróciłeś.
- Dość szybko sobie odpuściłaś - powiedział, nie reagując zbytnio na moją obecność.
- Ja nigdy sobie nie odpuszczam - fuknęłam, naciskając na drugie słowo.
Nie zamierzałam iść za nim, zdecydowanie nie. Po chwili już zmierzałam w drugą stronę, gdy wyrwał mnie jego tajemniczy głos.
- Chyba nie zamierzasz uciekać - odparł, przeszywając mnie lśniącymi oczyma na wylot.
- A może jednak? - wskoczyłam na najbliższą skałę, poruszając się dalej.
- Nie przeżyjesz - uznał, robiąc parę niepewnych kroków w moją stronę.
- To chyba dobrze, co nie? Nie mam za bardzo powodów, aby przeżyć.
Pies westchnął pod nosem. Raczej nie chciał, żebym to usłyszała.
- Masz - warknął cicho, ledwo słyszalnie. Kolejne słowo, które nie miało do mnie dotrzeć.
Po chwili zacisnął zęby i oczy, bo widocznie się zorientował, że jednak wiem co powiedział.
- I co dalej? - zaśmiałam się ironicznie, ukazując delikatnie swoje kły.


Electro? Proszę, nie bij, wiem że krótkie i nudne xd

Never zachodzi w ciążę!

Never zachodzi w ciążę!
Hah xdd
Z kim: Drifter
Data porodu: 7-8.05.016
Ilość szczeniąt: Dwójka?

Od Never cd. Driftera

Popatrzyłam na Driftera i uśmiechnęłam się łagodnie.
- Idź. - szepnęłam do niego. - Idź do nich, widzę i wiem, że tego chcesz. - popatrzyłam znacząco na ludzi.
Drifter niepewny spojrzał na mnie.
- Poradzisz sobie? Może lepiej zostanę... - westchnął, wahając się.
- Drifter. O mnie się nie martw. Zanim dołączyłeś, radziłam sobie sama. A... Ja i tak nie chcę mieć domu.
Tym rozwiałam wszelkie wątpliwości Driftera. Polizał mnie po pyszczku i wyszeptał:
- Nev, dziękuję. Dbaj o siebie. Będę przychodził, codziennie.
Uśmiechnęłam się do niego. Egoistycznie myśląc, nie chciałam, żeby mnie zostawiał. Bardziej pragnęłam jednak, by był szczęśliwy. Wtedy pracownik schroniska zapiął Drifterowi obrożę i smycz, i odeszli.
- Żeganj, Dri. - szepnęłam. - On jednak tego nie usłyszał.
Położyłam się w kącie klatki i zamknęłam oczy.
***
Obudziły mnie ludzkie rozmowy. Rozdrażniona otworzyłam oczy. Bolała mnie głowa i źle się czułam. I do tego ludzie. Niech wezmą Driftera. Po chwili uświadomiłam sobie, że Driftera już zabrali i jestem w klatce sama. Czyli musi tym dwunogom chodzić o mnie. Otworzyłam szeroko oczy i zlustrowałam ludzi. Byli mężczyzna i kobieta trzymający się za rękę, a koło nich stała około 12-letnia dziewczynka.
- To ona, mamo. - szepnęła i uśmiechnęła się. - To Ever.
Ever? Serio? Przeciwieństwo mojego imienia! Jak ona może? Warknęłam cicho.
- Ekhm, raczej mówimy na nią Never. - powiedział wolontariusz.
Na klatce jest tabliczka, ludzie...
- Tak, widzę. - powiedziała dziewczynka. - Ale w zdrobnieniu może był Ever.
- Weźmiemy ją, jeśli można. - zdecydowała kobieta.
Pracownik schroniska wziął mnie na smycz, potem do biura, na końcu do auta. Cały czas myślałam, że chyba mogę dać ludziom drugą szansę...
***
Dom okazał się ładny, dwupiętrowy. Ogród był duży, z sadzawką. Nie wiedzieć czemu, byłam zmęczona. Położyłam się na legowisku i zaskomlałam.
***
Następne trzy dni były prawie takie same - byłam zmęczona, prawie nie wstawałam. Bolał mnie brzuch, głowa, nogi, wszystko. Nie jadłam, nie piłam. Gdy się budziłam, skomlałam lub wyłam. Czułam się tak, jakbym umierała. Cały czas myślałam o Drifterze i sforze. Nikt nie wie chyba, gdzie jestem. Polubiłam jednak moich ludzi. Maja, ta dziewczynka, prawie całymi dniami siedziała obok mnie.
***
Czwartego dnia przyjechał weterynarz. Zbadał mnie i stwierdził:
- Ona... Ona jest w ciąży.
Moi opiekunowie zdziwili się, i to bardzo. Zaskoczyła ich informacja, że w ciągu 48 godzin urodzę. Byłam zaskoczona, ale i szczęśliwa. Kilkadziesiąt minut później weterynarz odjechał. Moja pani też. Mówiła coś o ojcu, tylko tyle wychwyciłam, nim odeszła. Zapadłam w sen.
***
Po kilku godzinach zobaczyłam przed sobą Driftera. Oprócz Mai i jej rodziców byli tam kobieta z małym dzieckiem na rękach, mężczyzna, weterynarz i kierownik schroniska. Był tam też... Drifter! Uniosłam się lekko i opadłam. Zaskomlałam zrezygnowana. Drifter położył się obok mnie i szepnął:
- Nev... Co się dzieje?
- Och, Drifter... Nie wiesz? Ja... Jestem w ciąży.
Drifter zaskoczył się. Otworzył szeroko oczy i spytał cicho:
- Z kim?
- Oj, głuptasie. - uśmiechnęłam się słabo. - Z tobą.

<Drifter? Nie wiedziałam jak to zakończyć xdd>

Od Driftera cd. Above All

Zaczekałem, aż opiekun wyjdzie. Cały czas ich obserwowałem. Gdy tylko wyszli, spojrzałem na suczkę, a ta na mnie. Chyba niezbyt rozumiała. Otworzyłem drzwi klatki.
- C-co...? Ale... Jak ty to...?- mamrotała.
- Normalnie. Zaraz ci wszystko wyjaśnię- powiedziałem ze spokojem, podchodząc do niej.
Pokazałem jej, jak można się stąd wydostać. Kilka nieudanych prób, ale nauczyła się.
- Mów kim jesteś i skąd pochodzisz- zmierzyła mnie wzrokiem.
- A więc... Jestem Alfą sfory. Sofry Shelter Pack, czy no schroniskowej sfory. Zasady są proste. O sforze wiedzą tylko ci, którzy tutaj trafili. Nie można z nikim z zewnątrz mówić o tej sforze. Spotykamy się po zmroku i działamy wtedy jak normalna sfora. Warunek, jeśli ktoś cię zaadoptuje, przychodzisz w nocy- powiedziałem to prawie jednym tchem- Rozumiesz mniej więcej?- dodałem po chwili.

<Above All?>

Od Kimm'a do Above All

Chłopak zaprowadził mnie do jakiegoś budynku. Myślałem, że to znowu zły człowiek jednak był naprawdę miły. Wprowadził mnie do jakiegoś klatkopodobnego ustrojstwa i zamknął drzwiczki. Poszedł gdzieś...
<><><><><>
Obudziłem się. Naturalnie, pierwsze co zobaczyłem to psy spoglądające na mnie pełne ciekawości. Odwróciłem się do nich tyłem i opadłem na ziemię. Nienawidzę spać na podłodze, chcę wrócić do domu...
- Witaj! Jestem Never. - suczka będąca w "boksie" koło mnie przysunęła się. Zignorowałem ją. - Widzę, że jesteś tu nowy?
- Tsa...
- Jak masz na imię?
- A-Co-Ci-Do-Tego? - warknąłem, znów przesuwając się tak, by nie miała ze mną kontaktu wzrokowego. - Grah... Kimm.
- Fajne imię. Teraz szybkie pytanko - Chcesz dołączyć do Shelter Pack? - mimo, że nie widziałem jej pyska czułem, że się uśmiecha. Podniosłem się, odwróciłem się do niej pyskiem i usiadłem. Konwersacja przez kraty. Była to stosunkowo niższa ode mnie panienka, z bardzo ładnym umaszczeniem. Przypominała Border Collie, lecz było widać w niej inne rasy.
- Do "Shelter Pack" powiadasz? I tak nie mam zbyt wielkiego sensu istnienia więc czemu nie.
Nagle dźwięk otwieranej bramy po czym zobaczyłem niewysoką kobietę i na oko 10-letniego chłopczyka. Rozglądał się po psach aż natrafił na mnie. Krzyczał "Chcę tego! Chcę tego!". Jest zbyt blisko, jest zbyt ochoczy...
Warczałem. W końcu w schronisku można było słychać moje ostrzegające szczeknięcia. Wystraszony dzieciak przytulił się do mamy płacząc. Gdy odchodzili, położyłem się. Nie lubię tego robić, ale czy nie mogą zrozumieć tego, że mam dom? Przymknąłem oczy i kiedy nagle znów usłyszałem ten głos...
- Wow, chyba serio musisz nie lubić ludzi! - mruknęła Never.
- Nie lubić? Proszę cię. - spojrzałem na nią zirytowany. - Mam swoje powody czemu tak się zachowuje.
- Tak, może masz... Tak w ogóle, to ktoś po ciebie idzie. Chyba chcą cię zabrać na badania.
<><><><><>
Auć! Dostanie zastrzyku w pośladek nie jest zbyt przyjemnym uczuciem.
- A niech ci wsadzą... - warknąłem do weterynarza kiedy mnie ciągnęli do klatki. Wpakowali mnie tam. Słyszałem jak mówią, że to dziwne, iż się błąkam a mam obrożę, jestem szczepiony i odrobaczony, mam tylko kilka zadrapań. Ostatecznie siedzenie w klatce stało się moim drugim ja. Kiedy wszystkie psy magicznie znikały ja leżałem w kącie mojej klatki, za kratami. Nic nie jadłem, omijałem budę. Wolałbym nadal błąkać się po ulicy, niżeli być tu, w schronisku, i czekać na zbawienie w postaci informacji, że moi właściciele mnie znaleźli. Never starała się ze mną rozmawiać, zachęcać do wyjścia, ale ignorowałem ją. Pewnego razu otworzyła mi w nocy klatkę.
- Jak chcesz możesz iść ze sforą, a jak nie to nadal ciśnij się w zatęchłej budzie o nazwie schronisko.
Spojrzałem na nią kątem oka i wstałem.
- Niech ci będzie. Prowadź Pani Alfo.
Sunia wyprowadziła mnie ze schroniska i zaprowadziła na spore, lekko leśne tereny. Przesiedziałem tam rozmawiając z Never o Stanowisku, jak się wszystko sprawuje i jak otwierać klatki. Pasuje jej rola alfy, jest naprawdę dobra w zarządzaniu. Tej samej nocy dowiedziałem się jeszcze, jak każdy pies się nazywa i kto jest parą z kim. Wróciliśmy do naszych "domków z krat" gdy słońce zaczęło wschodzić. Gdy ostatni pies zamykał klatkę wszedł ten sam chłopak który mnie tu przyprowadził, ale razem z sunią, na oko rasa Border Collie, długa sierść i błyszczące szarozielone oczy.
- Widzę, że mamy nową w drużynie? - mruknąłem. Suczka nie odpowiedziała, gdyż właśnie wylądowała do swojej celi. Zaczęła rozmawiać z Drifterem. Odwróciłem się i na chwilę przysnąłem w swoim ukochanym, zimnym kącie.
<><><><><>
Następnego dnia okazało się, że Sunia nosi imię Above All, dołączyła do sfory i ma stanowisko Atakującej. Była trochę zadziorna i powtarzała, jaka to ona nie jest samowystarczalna.
- Więc, Above All tak? - mruknąłem, gdyż usiadła koło mnie gdy wyszliśmy ze schroniska.
- Tsa... A ty?
- Kimm. - mruknąłem i stanąłem na dwie łapy po czym złapałem w pysk jakiegoś kruka, który postanowił zacząć krążyć nad moją osobą. Położyłem się i zacząłem przeżuwać jego głowę. - Co cię przekonało by koło mnie siadać?
Podczas wymawiania tego warknąłem cicho.
<Above All? Kimm i bycie przyjacielskim to złe połączenie...>

Od Above All do Driftera

Było popołudnie. Rozglądałam się za kolacją. Nie chciało mi się polować - nigdy nie wiadomo, na co przyda mi się energia. Pobiegłam na targ i zwinęłam kiełbasę. Kobieta pilnująca straganu spała, ale obudziła się. Na szczęście byłam daleko, kiedy chwyciła za kamień. Uśmiechnęłam się tryumfalnie. Córka Tryumfu, Niepokonana. Nagle zorientowałam się, że przebieram nogami w siatce. Trudno, wyplączę się. Ale siatka się podniosła.
- Co jest grane, do jasnej ciasnej?! - warknęłam. - Jeżeli to znowu ty, Billy, i twoje kawały, to pożałujesz... - Nie był to jednak Billy i jego szajka, ale hycel.
- Ale porażka i Above All nie chodzą w parze... - wyszeptałam, siedząc za kratami. Podróż była krótka. Dostałam, ku swemu zdumieniu, piękny, czysty boks z niedużą, ale ciepłą budą i miskami z jedzeniem i wodą. W boksie obok leżał biały owczarek szwajcarski.
- Cicho bądź... wytłumaczę ci wszystko, kiedy wyjdą.


<Drifter? Jak coś źle, to sorry, ale przekopałam całą sforę i chyba jest ok.>

Nowy pies - Kimm!

Powitajmy nowego Mordercę w Shelter Pack!
Oto Kimm!

~~Kimm~~
"Nie mów, że możesz liczyć tylko na siebie. Na siebie też nie można bowiem liczyć, gdyż zazwyczaj okłamujesz sam siebie najczęściej"

Imię: Kimm
Pseudonim: Kimmur, Kimi, Kimura
Płeć: Mimo kobieco brzmiącego imienia, jest samcem z krwi i kości. 
Wiek: 3 lata
Charakter: Kimm jest... Ciekawy. Zazwyczaj można go zobaczyć jako poważnego, zajętego swoimi sprawami i mającymi cię w czterech literach psa. Jednakże jest on bardzo potulny i kochany wewnątrz. Rzadko kiedy ktokolwiek widzi go śmiejącego się. Często jest wulgarny. Jest bardzo agresywnym psem, jednak nie na co dzień. Lubi leżeć, nic nie robić i mieć wszystko gdzieś. Do nowo poznanych psów i osób będzie oschły i wredny, często będzie się odwracać, ignorować ich słowa. Czasem zacznie się kręcić i nie zwracać uwagi na inną osobę. Jest mocno POKRĘCONY (Czaicie żart? default smiley :d Dobra, to było suche). Ostatecznie zacznie rozmawiać. Jak pozna i zaufa, możesz się określać mianem jego "kumpla".
Aparycja: 
  • Rasa: Husky Syberyjski.
  • Sierść: Delikatna, długa i mocno puchowa sierść. Dominuje w niej głównie węglowy kolor jednakże jest także i biała barwa.
  • Oczy: Kryształowo-błękitne, kształt przypomina rozciągnięte kółko, przy końcach unoszące się w górę, a z przodu spadające w dół.
  • Budowa: Jest wysokim, szczupłym i mocno zbudowanym psem. Ma długie. wytrzymałe łapy dzięki czemu potrafi długo i dużo biegać. Ma długaśny, zakręcony puszysty ogon, oraz wąskie i wysoko osadzone uszy. Kufa jest średniej długości. Ma mocny, bardzo wrażliwy nos dzięki nawet gdyby był ślepy dawałby radę.
  • Znaki szczególne: Pewnego razu dziwnym trafem depnął łapą w jakąś złotą bransoletę. Milionem sposobów próbował to coś ściągnąć, ale niestety nie dał rady. Ostatecznie przyzwyczaił się do niej i nawet gdy ludzie z schroniska chcieli wydostać jego łapę z tego "złotego okręgu" warcząc nie pozwolił. Można powiedzieć, że według niego to coś czyni z niego rozpoznawalnego. Do tego nosi na szyi skórzaną czarną obrożę, która jest pamiątką po pierwszej właścicielce. Obroża jak i bransoleta są przez pracowników schroniska tolerowane i nie zdejmowane z niego.
Hierarchia: Morderca (Zabiję ci Królika, muahahahahaha >default smiley :d)
Rodzina:
Matka - Karmina
Ojciec - Cloudius
Bracia - Grafit i Vix
Informacja o miłości: Nigdy nie odczuwał miłości do jakiejś suczki. Nie wie czym jest "zakochanie" i woli okrążać to sporym łukiem.
Szczeniaki: Nie miał i prawdopodobnie mieć nie będzie.
Historia: Kimm urodził się w małej hodowli psów Husky. Diamond Siberian Paws. Adoptowała go urocza 10 latka. Razem z jej rodzicami i braćmi kochali go, dali mu obrożę, spał z dziewczynką w łóżku był dobrze karmiony. Po prostu odczuwał miłość i przywiązanie od nich do niego. Spędził razem z rodzinką 2 lata. Dziewczynka nosząca imię Martyna pewnego razu będąc z nim na spacerze spuściła go ze smyczy. Biegł przed siebie jak zawsze wesoły i pełen wigoru, kiedy nagle coś go wepchnęło do wora. Słyszał jak wołają jego imię, a potem płacz Martyny. Miotał się po worku, chciał uciec. Porwali go. I chcieli komuś sprzedać za wysoką cenę. Podczas jazdy jakimś terenowym autem wypadł z czegoś w rodzaju przyczepy, worek się rozerwał a on uciekł. Przez rok błąkał się po ulicach szukając domu, aż nagle znalazł go jakiś człowiek po czym zaprowadził do schroniska. On jednak się nie poddaje i czeka, aż wreszcie wróci do domu...
Dodatkowe informacje: Uwielbia spać na łóżku, wyć do księżyca i leżeć. Boi się wody. Nienawidzi jeść suchej psiej karmy oraz jak go dotykają obcy ludzie (warczy, ale nigdy nie skrzywdzi).
Głos: MAX
Autor: Urwis (jestem póki co tylko na howrse)

Nowa suczka - Above All!


Oto Above All.
Powitajmy pierwszą Atakującą w Shelter Pack!



~~Above All~~
''Nie pomagaj, bo jak coś się stanie, będzie na ciebie.'' 
(autor: Ja Sama)

Imię: Above All(z ang. Ponad wszystko)
Pseudonim: Above... i co tam wymyślisz, ale rusz głową, bo jak coś palniesz, to cię zje.
Płeć: Ta piękna
Wiek: 2,5 roku.
Charakter: DO POPRAWY! 
Aparycja: 
  • Rasa: Border collie
  • Sierść: czarno-biała, bardzo długa i miękka.
  • Oczy: szarozielone, leciusieńko skośne.
  • Budowa: Smukła, ogon lekko zawinięty na końcu, czarny nos, uszy, uważnie łowiące każdy szmer. 
  • Znaki szczególne: ślad po kolcu na lewej przedniej podeszwie łapy.
Hierarchia: Atakująca.
Rodzina: Jeśli zamierzasz jeszcze pożyć, to nie pytaj.
Informacja o miłości: Jak powyżej. Brak zauroczeń(jak na razie)
Szczeniaki: Wolne żarty... nie było takiego, co by się odważył.
Historia: Urodzona w mieście piękna suczka od małego uczyła się liczyć. Na siebie. Nie zapomniała tej nauki nigdy. Poradziłaby sobie niemal wszędzie - nienawidzi czuć się bezsilna. Nauczyła się wszystkiego, co teraz umie. Tego, czego nie mogła nauczyć się w mieście, uczyła się w lesie. Podczas nieudanego kiełbaskobrania w mieście złapał ją hycel i przywiózł ją tu - do Shelter.
Dodatkowe informacje: Boi się jednej rzeczy - momentu, kiedy będzie musiała przyznać się do porażki. Do tego, że to ona źle ułożyła plan. Porażka i All nie chodzą w parze. Potrafi pływać, poluje i potrafi - powiedzmy to od razu - kraść. Nie lubi tej umiejętności, ale jej nie zwalcza. Nie kradnie zawodowo jak jakaś kleptomanka(nie ma to na celu urazić osób naprawdę chorych na tę chorobę), ale potrafi. 
Głos: Sylwia Grzeszczak
Autor: Tajemnica* (howrse)

Od Driftera cd. Never

Byliśmy pogrążeni w rozmowie, polegającej na wymienieniu swoich doświadczeń życiowych. Jednak potem, gdy zauważyłem naszych partnerów, wróciłem do Never. Wymieniliśmy się spojrzeniami z resztą i poszliśmy dalej. Trzeba było wrócić do klatek. Echem po schronisku rozniosła się wiadomość, że przyjechała para młodego małżeństwa, która szuka dobrego psa. Ważnym było też, że mieli kilkumiesięczne dziecko. Z jednej strony chciałem gdzieś trafić, nie siedzieć wiecznie wśród tych krat i znowu poczuć smak rodziny, a z drugiej nie chciałem zostawiać Never. Ona nie mogłaby pojechać ze mną. Biłem się ze swoimi myślami, kiedy zbliżali się do nas. Kiedy byli coraz bliżej, denerwowałem się coraz bardziej. Spojrzałem na Never, chcąc może odnaleźć odpowiedź w tej trudnej sytuacji.

<Never?>

środa, 4 maja 2016

Od Hold'a cd. Brosh

Zacząłem merdać ogonem.
-Brawo Brosh!-Zawyszłem.
Dominik (wolę nazywać go Domino) patrzył to na mnie, to na Brosh.
-Fajna, c'nie?-Zagadał.
Spojrzałem na niego i w odpowiedzi machnąłem ogonem.
-Jest świetna. Tylko szkoda że mnie nie słyszysz.
Chłopak się uśmiechnął. Brosh dostała brawa. Po zawodach poszedłem w stronę Brosh. Domino szedł kawałek za mną.
-Brosh, to było świetne!-Uśmiechnąłem się.
Suczka ciągle miała na szyi chustę z napisem ,,Szukam domu ".
<Brosh?>

Od Keenana cd. Kate

- Kocham cię, Kate. - powiedziałem między naszymi pocałunkami (xd). - Kocham i nigdy nie przestanę, Katie.
- Hej! - krzyknęła słysząc pseudonim.
- No co? Pasuje do ciebie, kochana. - zaśmiałem się.
- Musisz to robić? - powiedziała, udając złość, jednak zachichotała.
- W sumie nie muszę, ale mogę. I będę to robić, jeśli nie masz nic przeciwko. - uśmiechnąłem się tajemniczo. - Cukiereczku.
<Kate? xdd>

Od Never cd. Driftera

W milczeniu wracaliśmy do schroniska. Promieniowaliśmy szczęściem, i psy chyba to zauważały.
- Never! - krzyknęła Kate. - Coś ty taka szczęśliwa?
Zaśmiałam się i spojrzałam czule na Driftera.
- A, chyba wiem. - uśmiechnęła się Kate i odeszła.
Chwilę później spotkaliśmy Keenana.
- Hej, ziom, stary, czemu się tak cieszysz? - spytał. Po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się tajemniczo. - Widzieliście Kate?
- Poszła w kierunku wybiegu. - poinformował Drifter.
Gdy odszedł, zatrzymałam się. Przed nami ujrzałam Nyan i Dakotę. Drifter zdziwił się i stanął obok mnie. Dostrzegł parę psów idących w naszym kierunku i spojrzał na mnie pytająco.
- Och. Powiedziałam Dakocie, że nie można zakochać się w jeden dzień. - szepnęłam i westchnęłam - Myliłam się.
Wtem podeszli do nas Nyan i jej partner.
- Dakota. mogę na chwilę... - spytałam.
- Tak. - odpowiedział pies.
Odeszliśmy kawałek, a wtedy powiedziałam szeptem:
- Wiesz... Sorry. Mówiłam ci, że nie można się zakochać w jeden dzień, a... - westchnęłam, patrząc znacząco na Driftera. - Myliłam się. Przepraszam.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się Dakota.
Gdy wracaliśmy z powrotem do naszych partnerów, zobaczyliśmy, że są pogrążeni w rozmowie. Chyba się kłócili, ale nie jestem pewna - zatrzymaliśmy się kawałek od nich.
<Drifter?>